Kuchnia austriacka

JajecznicaNie ma się co oszukiwać – jesteśmy narodem, który generalnie jest dosyć konserwatywny, jeśli chodzi o eksperymenty kulinarne. W czasie zagranicznych wakacji potrafimy narzekać na brak ukochanego schaboszczaka na obiad, a propozycja zjedzenia flaczków z kalmara bywa dla nas – dosłownie i w przenośni – nie do przełknięcia. Jeśli lubicie próbować lokalnych specjałów, ale wolicie uniknąć zupy z kukułczych gniazd lub szarańczy w miodzie, zapraszamy do Austrii.

Wyborne śniadania

 Na śniadania w Austrii jada się z grubsza to, co wszędzie. Królują tosty, rogaliki, płatki śniadaniowe… i oczywiście kawa – mocca lub kawa po turecku. Będąc tutaj, koniecznie spróbujcie także popularnych wiedeńskich frankfurterek, które są w menu każdego lokalu – od malutkich kawiarni po luksusowe hotele. Lokalną specjalnością jest również eierspeise – gęsta jajecznica, często smażona na boczku, podawana zwykle na malutkiej patelni. Mała jest zresztą pojęciem względnym, gdyż w czasie pobytu w dolinie Gasteinertal zamówioną jajecznicę podano nam, owszem, na patelni, ale najadło się nią 11 osób. Tym bardziej, że jako dodatek dostaliśmy chleb ze smalcem ze skwarkami (grammelschmalz).

 Sycące obiady

AT40_9107 Przewodnik, który oprowadzał nas po Bad Gastein, opowiadał, że w Austrii częstą praktyką jest zamawianie jako obiadu przystawki, a następnie deseru z nieodłączną kawą. Po pierwszym obiedzie w miejscowej restauracji zrozumieliśmy dlaczego: zamówioną przystawkę w postaci sałatki z kurkami dostaliśmy na talerzu o średnicy tacy, zupę – w sporej salaterce, a na drugie danie, już nawet nie mogliśmy patrzeć. O deserze nie wspominając. Zatem jeśli chcecie w pełni nacieszyć się lokalnymi przysmakami, rozłóżcie degustację na kilka posiłków. Także dlatego, że austriacka kuchnia jest nie tylko sycąca, ale też dosyć ciężka. A nie można przecież nie spróbować knedli – z ziemniakami, z twarożkiem, typowo tyrolskich z boczkiem, a także na słodko – z jabłkami lub morelami. Koniecznie trzeba również skosztować słynnego sznycla wiedeńskiego, który do Austrii przywędrował z… Włoch. A przynajmniej tak głosi anegdota, według której feldmarszałek hrabia Radetzky był tak bardzo zachwycony włoską kuchnią, a zwłaszcza sznyclem, że domagał się odtworzenia potrawy. A ponieważ kucharze nie dysponowali m.in. oliwą i schabem z kością, zmodyfikowali przepis, efektem czego powstał sznycel cielęcy w panierce z mąką, smażony na smalcu. Przed zamówieniem warto uważnie czytać menu, zwłaszcza jeśli cena jest podejrzanie atrakcyjna – prawdziwy sznycel wiedeński musi być z cielęciny, jego tańszy odpowiednik, czyli sznycel po wiedeńsku, jest zwykle z mięsa wieprzowego.

 Niesamowite desery

Austria jest słynna m.in. ze wspaniałych słodyczy i deserów. Moim prywatnym faworytem są mozartkugel, czyli czekoladki w trakcie kul stworzone w 1890 r. przez cukiernika Paula Fürsta. Oryginalne czekoladki mają w składzie m.in. czekoladę, mleko, marcepan, nugat i orzechy laskowe, ale na rynku w głównej mierze królują podróbki wypełnione m.in. likierem czekoladowym.

Wielu turystów przyjeżdżających do Salzburga przybywa tam tylko po to, aby spróbować słynnego tortu Sachera. W tym celu należy udać się do hotelu Sacher, gdyż tylko tam można spróbować oryginalnego czekoladowego arcydzieła przekładanego morelową marmoladą. A trzeba przyznać, że warto – aczkolwiek po latach czytania o tym słynnym torcie spodziewałam się czegoś naprawdę wykwintnego. Nie zmienia to faktu, ze tort jest naprawdę pyszny. Ciekawi dokładnego przepisu będą zawiedzeni, gdyż receptura jest ściśle strzeżoną tajemnicą, a o prawo posługiwania się tą nazwą przez 10 lat toczyły się procesy sądowe.  Innym austriackim przysmakiem są wszelkiego rodzaju strudle, czyli ciasto nadziewane owocami, makiem masą serową lub budyniową, podawane na ciepło z dodatkiem bitej śmietany i świeżych owoców.

Czy na myśl o kuchni austriackiej pociekła Wam ślinka? Mam nadzieję, że tak. Wszystkich potraw próbowałam osobiście i szczerze polecam.

5 osób lubi ten post.
Udostępnij: Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterPin on PinterestShare on LinkedInEmail this to someone
  

About Joanna Rojewska

W Interhome pracuję jako Specjalista ds. e-commerce, a marketing online jest moją pasją, manią, fiołem i obsesją. Moją drugą największą życiową pasją są podróże, wciąż ciągnie mnie do Toskanii, marzę o zobaczeniu Peru i Chin. Gdy nie podróżuję, pochłaniam książki lub biegam. Chciałabym kiedyś ukończyć maraton.
Bookmark the permalink.
Add Comment Register



Dodaj komentarz